Poniżej opisuje życie swojej rodziny, gdyż publicznie się wstydzę i bardzo proszę o pomoc
Od marca 2003r. mieszkam z rodziną tzn. z mężem i dzieckiem na stancji, gdyż nie mam własnego mieszkania. Do września 2009r. żyło nam się w miarę spokojnie, pomimo, że nigdy nam się nie przelewało finansowo, ale los we wrześniu 2009r, bardzo nas doświadczył. Mąż stracił pracę i nic nowego nie mógł znaleźć i załamał się psychicznie, jakiś czas leczył się w szpitalu psychiatrycznym lecz potem było coraz gorzej, gdyż sam odstawił leki i do chwili obecnej nie leczy się i nie pracuje, załamał się całkowicie. Nie chce iść do lekarza, jak również twierdzi, że nie ma siły pracować. Od kilku miesięcy również nie chce z rodziną i ze znajomymi rozmawiać, stał się milczący : w domu tylko leży na tapczanie i ogląda telewizję Do chwili obecnej nie pracuje, nie ma żadnych świadczeń finansowych. Cała dokumentacja szpitalna dotycząca leczenia męża jest do wglądu. Obecnie niewiele brakuje abym i ja doczekała się doła psychicznego. Nigdy nie było mnie stać na zakup mieszkania, gdyż zawsze zarabiałam najniższą krajową i starczało tylko na skromne utrzymanie rodziny pomimo, że pracowaliśmy obydwoje. Mieszkanie w którym mieszkamy to kawalerka 21m2 bez kuchni – tylko wnęka na kuchnię gazową . Dziecko w tym roku szkolnym idzie do szkoły i nie ma żadnych warunków do nauki. Nawet nie będzie gdzie wstawić biurka. O kredycie w banku nie mamy co marzyć, gdyż nie mamy i nigdy nie mieliśmy zdolności kredytowej, wcześniej o kredycie myśleliśmy ale ciągle zarabialiśmy najniższą krajową i nam odmawiano. Marzy mi się malutkie mieszkanie 2-pokojowe ale wiem, że ZŁOTA RYBKA nie istnieje i TAKICH MARZEŃ NAPEWNO NIE SPEŁNIA. Ale gdyby stał się cud i zechciała nam pomóc to byłabym bardzo wdzięczna, a dziecko byłoby bardzo zadowolone mając swój upragniony pokoik.
Przepraszam, że w ogóle ośmieliłam się pisać i prosić o jakąkolwiek pomoc, gdyż to jest moja ostatnia deska ratunku do normalnego życia w tym ciężkim świecie dla ludzi biednych.
Z powodu dużych kłopotów finansowych spowodowanych wyżej opisanym zdarzeniem losowym, trwającym już 17 miesięcy - błagam o jakąkolwiek pomoc finansową, bym choć częściowo mogła wyjść z tych kłopotów. Wierzę, że są osoby czułe na czyjś ból i biedę. Przecież to niemożliwe, by mogło być inaczej. Marzę o normalnym życiu dla siebie i córki, zasypiania bez strachu o jutro. Marzę o życiu bez stresu, który mi teraz towarzyszy. W związku z tym, że mąż nie chce się leczyć i nie pracuje zdecydowałam, że odejdę od niego i będę wychowywać dziecko sama, gdyż obecnie mam dwoje dzieci (męża i dziecko). Przedstawię się po ewentualnym odezwie z PAŃSTWA strony, gdyż bardzo się wstydzę, że muszę błagać o pomoc, ale mam sytuację wręcz tragiczną i sama nie mogę sobie poradzić.
Zainteresowanych pomocą proszę o kontakt na mojego maila anna11931@gmail.com
Zainteresowanych pomocą proszę o kontakt na mojego maila anna11931@gmail.com
Z poważaniem Ania